W świecie fantasy część 1

Sex, Lesbijki

- Głupia dziwka! – warknął strażnik przykładając osmoloną chusteczkę do krwawiącej ręki – już ja Ci te ząbki przypiłuję, pożałujesz! – krzyknął wściekle grożąc dziewczynie zdrową ręką po czym zatrzasnął kraty lochów przekręcając w zamku zardzewiały klucz. Zniknął w korytarzu po niedługiej chwili. Została sama. Odgarnęła z twarzy pozlepiane kosmyki włosów i poprawiła potarganą, brudną spódniczkę – a może raczej przepaskę na biodra, o czym świadczyłaby jej długość. Z bólem spojrzała na złamany obcas jednej ze szpilek i usiadła na wypchanym słomą worku. Wszędzie w około unosił się mdlący zapach moczu i wilgoci. Rzygać jej się zachciało. Wysokie okienko na murze, całe okratowane wpuszczało cienkie promienie słońca do celi. Dziwiło ją, że w tej części lochów jest sama, nie ma żadnych innych więźniów, ani złodziei ani morderców…
Westchnęła cicho wtulając się we własne ramiona. Zasnęła.
Zbudził ją ten sam przerażający szczęk kluczy w zamku, a po chwili żelazne drzwi prowadzące do cel otworzyły się głośno i na końcu korytarza pojawiły się dwie potężne postaci. Przetarła rękoma zaspane oczy usiłując dopatrzyć się któż idzie w jej kierunku. Jednym z dwojga mężczyzn był strażnik, ten sam, który wczoraj złapał ją na kradzieży, zamknął w tym cuchnącym miejscu, a na dodatek próbował przelecieć. Dziewczyna zerwała się z ziemi i wcisnęła w najciemniejszy kąt celi łudząc się ze zwyczajną jej naiwnością, że coś to da, uchroni ją przed nieuniknionym. Ciężkie kraty otwarły się ze zgrzytem i strażnicy stanęli na progu jej nowego „domu”.
- No to co maleńka?! Czas na zabawę?! – zaśmiał się rubasznie, kątem oka dostrzegła niechlujnie przytwierdzony opatrunek na dłoni w miejscu gdzie wczoraj ugryzła go w obronie. Jego towarzysz, równie obleśny i niesympatyczny podrapał się po brodzie marszcząc przy tym szeroką bliznę biegnącą od czoła do policzka. W dłoni trzymał zwinięty bat.
- Lepiej dla Ciebie byś była grzeczna… – trzasną batem w powietrzu prawie tnąc unoszący się w nim smród po czym zamknął kratę od środka. Oprawcy zbliżyli się do niej, jeden złapał z całej siły za nadgarstek i pchnął na ścianę celi. Silne uderzenie twarzą w chłodny kamień sprawiło, że po brodzie popłynęła krew wprost z przygryzionej wargi. Jeden ze strażników naparł na nią unosząc w górę spódniczkę w czasie gdy drugi starał się przywiązać jej ręce do wbitych w ścianę haków.
- No przestań się wierzgać! – klepnął próbującą kopać i gryźć, wijącą się dziewczynę w tyłek – przecież wszyscy wiemy, że to lubisz, takie jak Ty lubą zabawy… – zaśmiał się ściągając w dół zasłaniający piersi brudny od krwi, łez i potu gorset…
***
Była już późna noc gdy przemarznięta i obolała wyrzucona została przed bramy lochów. Szyderczy śmiech strażników niósł się za kobietą, która z trudem przecierała burdny strój. Z takim wyglądam z pewnością długo nie znajdzie klienta, który przyjmie ją do swego domu, będzie utrzymywał i ubierał. Westchnęła ciężko spoglądając na ślad zaschniętej na dłoniach krwi. Przygryzła wargę powstrzymując łzy. Ruszyła gdzieś przed siebie, zupełnie bez celu, bo jaki może mieć cel młoda dziwka. Na skrzyżowaniu uliczek prowadzących z jednej strony do kaplicy, z drugiej zaś do koszar Straży Królewskiej dostrzegła dziwnego mężczyznę, zdawał się ją obserwować i uśmiechać się do niej, choć może to tylko omam wywołany bladym światłem księżyca padającym na zimną, surową wręcz twarz mężczyzny. Przystanęła niepewnie czując jak chłodny wiatr targa jej przykrótką spódniczką, zacisnęła zęby z zimna, mężczyzna podszedł. Nie drgnęła nawet gdy stanął przed nią, niczym zwierze obserwowała zagrożenie w bezruchu i wtedy poczuła. Zimną męską dłoń na swoim karku, uniósł jej głowę, spojrzał głęboko w oczy i wiedziała, że lochy nie były jedynym, największym zmartwieniem kobiety.
- Idziemy. – odparł, a głos jego zdawał się być metaliczny, szorski, dzwonił w uszach. Poszła, sama nie wiedziała dlaczego to robi, ale poszła. Dłoń mężczyzny ani na chwilę nie opuściła jej karku, nie wiedziała czy dlatego, że chce okryć ją przed chłodem powietrza czy jedynie dlatego, że okazuje jej swoją wyższość.
To miał być dom… dom z którego kiedyś ucieknie, wiedziała to przekraczając jego próg.
***
- Puść mnie wreszcie! – krzyknęła z wściekłością spoglądajac na mężczyznę, wyglądała tak samo jak zawsze, opadające na ramiona ciemne włosy, czarna sukienka, którą w przypływie dobrego nastroju podarował jej, na szyji skórzana obroża, a na niej srebrny amulet. Wyglądała rozkoszniej niż wtedy gdy zabrał ją z ulicy miasta, gdy przygarnął do siebie.
- Tak mi się odwdzięczasz, za to co dla Ciebie zrobiłem?! – warknął, widziała jego spojrzenie, jej wzrok unikał spoglądania w przepełnione wściekłością oczy, nie wróżyło to nic dobrego. Podszedł do niej i szarpnął za dłoń przyciągając do siebie. – nie wolno Ci. – odparł do jej ucha. Zadrżała czując ciepłe powietrze jego oddechu na swojej skórze. Ulegnie mu tego była pewna, choć broniła się zawsze, każdego razu i ze wszystkich sił. Tarnev przygryzł lekko skorę jej szyji odgarniając jej włosy. – miałaś i będziesz mi służyć. – szepnął zmuszając ją dłonią by uklękła przed nim.
***
Czekała z kolacją, aż jej Pan wróci. Miała jedną, jedyną szansę by uciec właśnie teraz, bała się tego co będzie, czy jej się uda. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego co ją czeka jeśli pozna jej plan, jeśli dowie się, że chciała uciec, że zamierza złamać złożoną mu niegdyś obietnicę wiernej służby. Kolację jedli w milczeniu, prawie naga siedziała na wprost niego przy stole, czuła pełne porządania spojrzenie Traneva na swoim ciele. Gdy pili wino, a dłoń mężczyzny wdzierała się wulgarnie między jej uda, czekała… Czekała aż trucizna zacznie działać. Usnął, usnął znacznie szybciej niż się tego spodziewała, drżąca i niepewna opuściła dom, w którym spędziła ostatni rok. W drzwiach zerwała jeszcze obrożę z szyji i rzuciła na próg, była wolna…
***
Był chłodny wieczór, stała na środku placu niczym dziwka zupełnie nie wiedząc cóż ze sobą począć, za co wynając pokój, jak ułożyć swe życie. Brakowało jej Go… brakowało, bo czuła się bezradna, zagubiona… mała kobieta w ogromnym mieście. Z zamyślenia wyrwały ją rytmiczne uderzenia obcasów butów o brukowaną ulicę. Dziwny mężczyzna zmierzał ku niej swobodnym, zwyczajnym krokiem, gdy był już na tyle blisko by mogła spojrzeć na jego twarz dostrzegła płynącą z niej obojętność. Gdy był na tyle blisko, by nie musieć krzyczeć zwrócił się do niej.
- Co kochanie, czemu tak tu stoisz? Krzesiwa sprzedajesz czy może panowie nie dają Ci tyle ile byś chciała? – uniósł lekko lewą brew mierząc ją surowym spojrzeniem. Włosy kobiety były w nieładzie, na twarzy widać było resztki rozmazanego makijażu. Chyba nie do końca była dziwką zdawało się iż nie zależy jej na ładnym wyglądzie w tej chwili. Poprawiła materiał żółtej sukienki, którą miała na sobie. Brudnej, żółtej sukienki, widać dawno jej nie prała. Sadza, smoła, błoto i kurz osiadły na materiale tworząc leniwe wzory. Uniosła brew i szeroko otworzyła oczy, początkowo zdawało jej się, że słyszy Jego głos, jednakże odgoniła te mysli od siebie gdy jeszcze raz spojrzała na twarz nieznajomego, nie był Nim. Cyniczny uśmiech na jej ustach sporawił, że zadrżała, bardziej niż gdy pieścił ją chłodny wiatr.
- Nie… – odrzekła niepewnie analizując w głowie wszystkie slowa wypowiedziane przez mężczyznę. Jego lewa brew drgnęła na chwilę… mężczyzna dokładnie się jej przyglądał powoli przenosząc wzrok po każdej części jej ciała. Zatrzymał wzrok na jej oczach i mrużąc brwi wpatrywał się w nie.
- Więc gdzie Cię tak urządzili? Albo nie… wiem… złodziejka odwiedziła piękne lochy. – wykrzywił usta w złośliwym uśmieszku. – mam racje?
Tego było dla niej za wiele, spojrzenie mężczyzny tak przenikliwie sprawiało jej ból, skinęła twierdząco głową gdy wspomniał o lochach, lecz jego wiedza przerażała ją. Wycofała się o krok prawie zanużając stopę w kałuży leżącej na bruku placowym. Mężczyzna chyba na zbyt trafnie wyczuł jej reakcję, uniósł palec wskazujący lewej ręki w górę.
- Zostań. – rzucił krótko nie spuszczając z niej spojrzania. Podszedł powoli bliżej. – przedstaw się.
Kobieta otworzyła szerzej wystraszone oczy chciała wycofać się kilka kroków niepewna wykonywanych przez nieznajomego gestów, nie wiedziała czego ma się spodziewać, ostatnio w ogóle nie wiedziała czego spodziewać się od świata, a co dopiero od nieznajomego mężczyzny w zupełnie obcym mieście.
- Po… po co? – wydusiła kilka słów zupełnie nie wiedząc po co tak naprawde wdaje się z nim w dyskuję skoro i fizycznie i retorsko na tą chwilę była wielką przegraną.
- Bo ja Ci każę panienko, bo moje słowa są rozkazem. – rzekł powoli przeciągając każde słowo najbardziej paskudnym tonem jaki mu tylko do głowy przyszedł. Dalej się do niej zbliżał, a ona czuła tylko w głowie sączący się ból będący efektem wspomnień. Ów nieznajomy tak bardzo jej Go przypominał, że wręcz byłaby w stanie uwierzyć iż Nim jest. Zrobiła kilka nerwowych kroków w tył tym razem zanużając stopę w brudnym bycie w mokrej, głębokiej kałuży. Ręka mężczyzny wystrzeliła do przodu i zacisnęła się na włosach kobiety. Szarpnął mocno przyciągając ją do siebie… Spojrzał jej głęboko w oczy i odparł zimno.
- Zła odpowiedź.
- Ałłłł… – syknęła czując jego dłoń w swych wlosach czując jak przyciąga ją do siebie. – boliiiii… – piszczała marszcząc czoło, dłonie zaciskając na jego nodze, wbijając w nią paznokcie.
- Słuchaj mała! – syknął przez zaciśnięte zęby i odciągnął ją od siebie by móc użyć drugiej ręki. Uderzył ją wierzchem dłoni w policzek. – zadałem pytanie…
- K-Kaseinea… – wydusiła z siebie zaciskając powieki ze strachu, ledwie uciekła od Niego, a już udało jej się wpaść w sidła, to napewno jeden z jego ludzi napewno śledzili ja, napewno wiedzieli, że będzie szukała schornienia w jakimś większym mieście była o tym przekonana.
- O widzisz.. trzeba było tak od razu. – uśmiechnął się lekko, bardzo dziwnie swoją drogą. Jego uścisk zelżał aż puścił ją całkowicie. Zsunął z ramion swój elegancki płaszcz i zarzucił go na ramiona dziewczyny. Niespodziewała się z jego strony takowej reakcji, zmieszała się zupełnie nie wiedząc czego oczekiwać dalej.
- Chcesz coś zjeść? Wykąpać się? Choć ze mną… jeśli nie, zatrzymaj płaszcz mam takich setki. – nie czekając na jej odpowiedz odwrócił się na pięcie i ruszył przed siebie kierując się w stronę ulicy królewskiej. Miała więc do wyboru spędzić noc na zimnej ulicy, gdzie zaraz spaść może deszcz czy też zaufać mu, wszak był do Niego podobny, a On… przecież Go kochała, przecież Mu ufała… nie miała większego wyboru, decyzja zapadła nim jeszcze zdołała sobie ją uświadomić. Mężczyzna nie odwracając się nawet szedł sobie spokojnie w stronę swojego pałacu, ruszyła spokojnie za nim niepewnie stawiająć kroki na brukowanej posadzce. Wiedziała iż wie, że pójdzie za nim, że idzie… Mężczyzna uśmiechnął się pod nosem słysząc iż idzie za nim. Wzruszył ramionami idąc tak by nadążała. Minął kilka ulicy przeszedł przez kilka zaułków aż wszedł na chodni ulicy królewskiej widać było po jakości chodnika. Piękne ciosane płty marmurowe… Po paru minutach stanął przed bramą pałacu. Odwrócił głowę w jej stronę czekając aż podejdzie. Kobieta obserwowała go bacznie wciąż podążając za nim, bardziej swe spojrzenie skupiała na mężczyźnie niż na okolicy jaką przemierza, nawet pod stopy nie patrzyła przez co nie raz cieszę przerywało chlupnięcie wody w kałuży. Gdy zatrzymał się ona stanęła krok za nim drżąc niepewnie od chłodnego wiatru. Spojrzał na ogromny pałac dłoń swą położył na jej plecach i lekko pchnął by ruszyła z nim. Dwoje strażników ukłoniło się mężczyźnie, a lokaj otworzył masywne drzwi. Dziewczyna nawet nie zdążyła się przyjrzeć wnętrzu gdy oboje znaleźli się w jego komnacie. Wtedy zdjął z niej płaszcz.
- Przed sobą masz łazienkę, umyj się.
Powiodła wzrokiem po komnacie, troche żałowała, że tak szybko przekroczyli pomieszczenia w drodze do jego komnaty, bo nie zdążyła napcieszyć się przepychem jaki panował w pałacu, do którego trafiła.
- Yhym… tak… – skierowała powoli kroki w swych przemoczonych butach ku wskazanym przez mężczyznę drzwiom. Niecierpliwie jednak złapał ją za rękę i zaprowadził do łazienki gdzie już czekała wanna pełna gorącej wody.
- Umyj się Kaseineo. – szepnął i wyszedł. Słychać było dźwięk dzwonka, zapewne wzywał służbę. Kobieta tymczasem zsunęła z siebie stare ubrania zaciągając się aromatem olejków unoszącym się w powietrzu łaźni, poczuła błogość ją ogarniajacą, Zanużyła się w gorącej wodzie, która czule koiła jej ciało. Wsłuchiwała się w dźwięki dochodzące zza drzwi, w komnacie było słychać jego krzyk i uderzenie, zapewne w policzek, poczym szybkie kroki i płacz kobiety na korytarzu, zapewne słuzącej. Wszedł bez pukania do łazienki i usiadł na oparciu wanny naprzeciw niej.
- Kolacja gotowa.
Wystraszyło ją jego nagłe pojawienie się w łazience, zakryła dłońmi swe ciało nie chcąc by dostrzegł cokolwiek. Szeroko otwarte oczy zdradzały przerażenie, falujące piersi świadczyły o szybkim, nierównym oddechu. Mężczyzna z dziwnie stoickim spokojem nachylił się i złapał jej dłonie. Siłą rozchylił na boki odsłaniając tym nagie ciało kobiety. Chwilę się mu przyglądał, musnął nawet opuszkiem palca jej pierś poczym puścił jej ręce.
- Piękna jesteś gdy czysta…
Oczy kobiety zaszkliły się, dopiero teraz uświadomiła sobie, że to nie jest żaden Jego człowiek, gdyby tak było nie patrzałby, nie dotykał by jej, chyba, że On już jej nie chce, już nie pragnie i oddał jej ciało swym ludziom. Zadrżała mimo tego, że woda w wannie była gorąca i przyjemna. Odwróciła wzrok prawie zamierajac gdy dotknął jej piersi. Przejechał palcem delikatnie po jej policzku. Uśmiechnął się i uklęknął przy wannie opierając na niej dłonie. Otworzyła oczy i spojrzała na niego ponownie, w jej oczach czaił się wszechogarniający brak zrozumienia.
- Chcesz czegoś ode mnie…? – zasłoniła się znów dłońmi gdy tylko poczuła, że jego uścisk na nich zelżał.
- Chce byś tu pracowała. Jako moja służka dziewczynko. – usiadł znów na brzegu wanny… założył noge na noge i patrzył na drzwi jakby znudziła go naga kobieta.
- Nie boisz się, że Ciebie okradnę i ucieknę…? – spytała ze zdziwieniem choć wiedziała już jedno, na tę propozycję napewno przystąpi.
- Nie boisz się, że Cię zabije wcześniej brutalnie gwałcąc i torturując na żywca? – uniósł brwi spoglądając na kobietę.
- Mmmmmmmmmmmm… – zadrwiła sobie z jego słów udając, że takowa perspektywa jej się podoba. Był to błąd odwrócił się szybko w jej stronę i uderzył wierzchem dłoni w jej policzek.
- Nie drwij ze mnie dziecko. – syknął. Zmrużyła powieki krzywiąc się z bólu, nic nie powiedziała odwróciła jedynie twarz czując jak piecze ją napewno czerwony już od uderzenia policzek.
- Wymagam szacunku, bezwględnie tego wymagam. – mruknął podnosząc się. – umyj się i przyjdź na kolację. – odparł przez ramię i wyszedł z łazienki zamykając za sobą drzwi. Wzdrygnęła się gdy powiało chłodem, zupełnie przestała czuć w tej chwili ciepło wody, powiodła za nim spojrzeniem gdy zamknął za sobą drzwi zaczęła myć się dokładnie snując w głowie różne plany.
On w tym czasie zasiadł przy biurku… chwilę pomyślał o nowym nabytku poczym zabrał się za wypełnianie dokumentów. Po niedługiej chwili drzwi łazienki otworzyły się ze skrzypem, kobieta owinięta w ręcznik wyszła z pomieszczenia wypełnionego ciepłym, wilgotnym, pełnym pary powietrzem. Stanęła niepewnie tuż za drzwiami. Odsunął się wraz w fotelem mierząc kobietę spojrzeniem.
- Podejdź do mnie. – rzekł tonem nie znoszącym sprzeciwu. Podeszła więc posłusznie do fotela, na którym siedział otwierając szeroko oczy nie wiedząc czego się spodziewać. Złapał za połowy ręcznika, uniósł głowę patrząc jej w oczy lekko surowym wzrokiem. Zapewne chciał go z niej zciągnąć. Czekał na przyzwolenie.
- Ale po… co…? – wydusiła domyślając się skąd te gesty i to spojrzenie, a raczej w jakim zamiarze.
- Rób co mówię. – warknął za nią ze złości marszcząc brwi. – chce Cię zobaczyć.
Westchnęła ciężko opuszczając ręcznik, osunął się na podłogę odsłaniając nagie ciało kobiety, sutki sterczały albo z podniecenia, albo ze strachu i chłodu jaki ją ogarnął. Spoglądała nań pytająco. Obejrzał kobietę dokładnie ale zupełnie nie tak jak ogląda napalony mężczyzna swoją kochankę. On ją wyraźnie mierzył spojrzeniem. Dotknął pośladków, bioder. Zmierzył piersi. Z uśmiechem trącił palcami oba sutki wkoncu odpowiedział.
- W szafie tej po prawej od drzwi znajdziesz ubrania wraz z bielizną.
Jeszcze bardziej ją to zdziwiło, ale skinęła głową i posłusznie skierowała się ku szafie sprawdzając jej zawartość. On w tym czacie zupełnie nie zwracając na nią uwagi położył na biurku tacę z kolacją. Chlebem, masłem, sztućcami jak i szynką. Obok stał kubek gorącej herbaty. Wrócił na swoje miejsce wcześniej odsuwając fotel naprzeciwko niego. Nie była przekonana czy i co powinna na siebie założyć, jakoś stroje służki nie podobały jej się tak bardzo, gdy je przeglądała przeszło jej przez myśl wspomnienie chwili gdy siedziała w łazience, lament kobiety uderzonej przez niego, serce zabiło mocniej, może nie powinna jednak przyjmować tej oferty? Spojrzała na niego pytająco.
- Zakładaj co chcesz. co Ci się podoba. – odpowiedział czując na sobie jej wzrok lecz nie podnosząc głowy znad dokumentów. Wyciągnęła więc z szafy ciemną sukienkę prawie do kolan, więc nie za krótką, i zabudowaną tak, że prawie nie odsłaniała dekoltu. Z szuflady wyciągnęła koronkowe majtki i ubrana podeszła do biurka. Uniosła niepewnie brwi stając przy nim. Wstał był od niej o ponad głowę wyższy… chwile się przeglądał badając to co wybrała poczym poprawił w paru miejscach ułożenie sukni także na piersiach.
- Musisz wyglądać jak kobieta. – usiadł uniósł sukienke od dołu by zobaczyć jej majtki i wskazał gestem dłoni drugi fotel. – zjedz coś.
- A nie wyglądam jak kobieta? – spojrzała ze zdziwieniem, wcześniej wydawało jej się, że niczego jej nie brak, obeszła biurko i usiadła na fotelu spoglądając z apetytem na pełny talerz.
- Gdy Cię spotkałem wyglądałaś jak szmata teraz masz wyglądać jak ktoś kto mi służy czyli z klasą. Mało mnie obchodzi jakie masz piersi i czy pośladki jędrne. – mruknął wzruszając ramionami. Spojrzał na swoje upiłowane paznokcie, szepnął kilka słów i paznokieć palca wskazującego zaczął się wydłżać w szpon. Zamoczył go w artamencie i złożył misterny podpis na dokumencie. Kobieta uśmiechnęła się dziwnie gdy wspomniał, że mało go obchodzi jakie ma piersi i pośladki, zupełnie jakby nie wierzyła w jego słowa.
- Tak… oczywiście… – skwitowała je po chwili i podmuchała w zawartość kubka z herbatą. – nie wydaje Ci się, że to paradoks? Gotujemy wodę, po to by herbata była gorąca, a jak już jest gorąca dmuchamy, by ją ostudzić… – albo chciała rozładować napięcie, albo naprawde wydawało jej się, że takie zwyczajne rozmowy będą im służyć.
- Nie to nie paradoks. To proste. Woda musi być gorąca tylko poto by zaparzyć herbatę. – odparł pewnie wzruszając ramionami. Łokcie oprał na blacie i wsparł na dłoniach głowę. Przyglądał się kobiecie. – bez takich tekstów mi tu. Bo mogę być miły, a mogę być też nie miły dla Ciebie.
Odpowiedziała mu tym samym, z każdą chwilą coraz to odważniejszym spojrzeniem, może to dzięki temu, że dzieli ich biurko? Ułamała kawałek chleba.
- Bez jakich tekstów, i dlaczego miałbyś być dla mnie nie miły…?
- Nie denerwuj mnie dziecko… – warknął marszcząc brwi. – bo chyba nie wiesz gdzie jest Twoje miejsce, szacunku wymagam. – zacisnął pięści aż mu knykcie zbielały.
- Ale czy ja szacunku Ci nie okazuję Panie… – przekrzywiła głowę lekko wkładając kawałek chleba do swych ust, uśmiechnęła się przy tym kusząco.
- Nie widze byś mi go okazywała. Więc pokaż. – wymawiając ostatnie słowa nachylił się nad biurkiem w jej stronę. Uśmiechał się przy tym złośliwie bardzo pewny swego, że kobieta mu się od początku nauczyć czym jest służba.
- Jak? – spytała spuszczając wzrok na usta mężczyzny przygryzła lekko wargę gdy przełknęła chleb, podobaly jej się.
- Jak służka dziewczynko, jak ta kim jesteś. – splótł dłonie na biurku będąc już pewien, że długo mu zajmie tresura tej dziewczyny. Ale czego się nie robi dla sztuki. Nachylił się jeszcze bardziej. – no dalej. – zamruczał uwodzicielsko. Zamarła prawie na chwilę jego słowa ledwie do niej dotarły, gdzieś zatraciło się wspomnienie Jego i ta seria podobieństw między jej nowym… „Panem”? Nachyliła się ku niemu, poczuł gorący, nierówny oddech kobiety na swym policzku i jej usta nieznacznie dotykające jego warg, oczy miała przymknięte, jakgdyby bała sie, że gdy je otowrzy jego już nie będzie. Odsunął się gwałtownie i uderzył ją w policzek.
- Za dużo sobie pozwalasz. Kazałem Ci pokazać kim jesteś, nie kazałem Ci sprawiać sobie przyjemności. – krzyknął uderzając zaciśniętą pięścią w stół. Odsunęła się zakrywając piekący ją policzek dłonią, szeroko otwarte oczy błyszczały od napierających na nie łez wpatrywała się w niego niewiele rozumiejąc. Znów się nachylił nad biurkiem… odsunął jej dłoń i swoją przyłożył do jej policzka czule go gładząc.
- Podoba Ci się tak mała? – uniósł brwi pytając ciepło.
- Czy mi się podoba…? – wyszeptała ze zdziwieniem początkowo z zamiarem odsunięcia się od jego dłoni.
- Czy podoba Ci się ciepło bijące odemnie. Czy podobam się tobie. Czy podoba Ci się mój dotyk, mój głos, moje spojrzenie, które patrzy na Ciebie jak byś nie zasługiwała na miano kobiety? – odparł bardzo spokojnie, ciepło dalej gładząc jej policzek. Przymknęła na moment oczy przypominając sobie Jego pierwsze słowa do niej skierowane, przełknęła głośno ślinę i otwierając je skinęła twierdząco głową.
- Mhm…
- Jak się nazywa tak kobieta, którą jesteś? – spytał podnosząc się z fotela. Obszedł biurko i stanął za jej plecami opierając dłonie o fotel.
- Nie rozumiem… – uniosła główę w górę tak by widzieć go, dziwnie się zachowywał, bała się… najzwyczajniej w świecie się bała, nawet głód jej minął.
- Jak nazywa się kobieta, która nie zasługuje by być kobietą. Jak się nazywać powinnaś…? – spytał jeszcze raz powoli, starając się ją uspokoić. Dłoń położył na jej głowię, głaskał ją.
- Nie wiem… – pokiwała przecząco głową bojąc się jego dłoni głaszczącej jej głowę.
- Chcesz tu zostać? Spać przy mnie? Być blisko mnie? – przyklęknął obok niej, palcami przeczesywał jej włosy.
Właściwie co miała powiedzieć? Nie była pewna, z jednej niewoli dopiero uciekła, a już trafiła w drugą i to jeszcze tak podobną do tamtej. Czuła przywiązanie i potrzebę, pragnęła jej, choć jakaś cząstka niej krzyczała by uciekła, spojrzała mu w oczy.
- Chyba tak…
Ostatni raz przejechał palcem po policzku dając jej tę odrobinę ciepła po czym wstał i znów usiadł w fotelu. – jedz. – rzucił zagłębiając się ponownie w dokumenty.
- Jakoś chyba nie jestem już głoda… – odparła podkulając nogi pod siebie na fotelu w dłoniach trzymając jedynie kubek pełny jeszcze ciepłej herbaty.
- Jesteś suką i jak sukę Cię będę traktował. Uważaj na swoje zachowanie wobec mnie, bo to pierwsze i ostatnie ostrzeżenie z mojej strony potem będą kary. – uniósł głowę spoglądając na kobietę. – jasno się wyraziłem?
- Ależ oczywiście… – troche zbywający mógł zdawać się ton jej głosu, zamoczyła usta w ciepłej herbacie spuszczając z niego wzrok, poprawiła się natomiast wygodniej w fotelu.
- Naciesz się swobodą Kas. Od jutra już jej nie będziesz miała. – spojrzał na nią tak jakby dawał jej do zrozumienia, że to właśnie o fotel chodzi.
- Swobodą? – ponowna odległość biurka między nimi znów dawała jej nieco swobody, zatrzymała usta na krawędzi kubka i przyglądała mu się z ciekawością. Westchnął lekko układając pergaminy na kupce. Zmarszczył brwi mocno, stworzyły one zupełnie prostą linię.
Na twarz spadło mu kilka kosmyków blond włosów.
- W szufladzie po twojej stronie jest chudziutki kijek bambusowy. Wyciągnij go.
Odstawiła kubek na blat biurka oblizując językiem usta, dłonią sięgnęła ku szufladzie, o której mówił otwrzyła ją i wyciągnęła kijek. Przejechała palcami drugiej dłoni po nim mrużąc oczy, kąciki jej ust lekko ku górze się uniosły, jednakże zdawało się iż walczy z … z uśmiechem.

Sorry, comments are closed for this item.