Dziewica na wynos

sex fotka, amatorki, amatorskie zdjęcia erotyczne, polskie laski

-Szybciej! – Rozległ się zdenerwowany głos Kuby.
Stałam jeszcze przed lustrem układając swoje długie blond włosy i dopinając szpilki kupione w komplecie wraz z krótką, obcisłą, czerwoną sukienką.
-Już idę! – Odkrzyknęłam po kilku ruchach swoją najlepszą szminką.
Pośpiesznym ruchem prysnęłam jeszcze kilka razy różanymi perfumami i niemalże zbiegłam na dół.
Po kazaniach rodziców o tym, że 16-letnie dziewczynki winny wracać do domu przed 22 można było w końcu ruszać na nocne szaleństwo na parkiecie.
-Ale chyba nie zamierzasz wracać o 22? – Spytał roztargniony kompan.
-To zależy, czy będę się dobrze bawić – Fuknęłam z lekką wyższością.
-Mogę ci niemalże zagwarantować, że o niebo lepiej niż „dobrze”! – Jego szyderczy uśmiech i błysk w oku zdradzał, że coś knuje.
Puściłam jednak tę uwagę mimo uszu, bo właśnie rozdźwięczała się moja komórka.
-Halo?
Głos w słuchawce spytał jednak o Kubę, który spojrzeniem jakby przejawiał, że dobrze o tym wie. Podałam mu telefon. Słyszałam tylko jego zgodę na przyłączenie się kogoś do naszych nocnych planów. Do tego „ktoś” w jego ustach występował w liczbie mnogiej. Po zwróceniu telefonu był na tyle bezczelny, że nawet nie rozpoczął tego tematu, ale wymijająco dopytywał o moje zdanie na temat dzisiejszego nieba.
Kiedy w końcu doszliśmy do celu, zachowywał się co najmniej dziwnie. Stale się za kimś rozglądał, ale przy tym nie spuszczając mnie z oka.
-Przecież nie ucieknę – Uspokoiłam go ze szczerym uśmiechem.
-I tak bym cię złapał- Wybąkał jakby sam do siebie.
Powoli zaczynałam snuć domysły. Nie miałam jednak zbyt dużo czasu na analizę, bo poczułam silne dłonie krępujące mnie w talii. W tym czasie jakiś mięśniak podał Kubie walizkę.
-Gdzie? – spytał mężczyzna za mną.
-Jest na wynos – rzekł Kuba z niezaprzeczalnie widocznym triumfem.
Wszystko działo się tak szybko, że nawet nie zdążyłam wydobyć z siebie żadnego dźwięku, ale gdy w końcu chciałam to zrobić wytatuowana dłoń spoczęła na moich ustach.
Po moim brzuchu rozszedł się ból wywołany silnym szarpnięciem mającym na celu zmuszenie mnie do utrzymania kroku mężczyźnie. Drugi luzackimi ruchami i z rękoma w kieszeniach kroczył po mojej prawej stronie.
Nie wiem, gdzie mnie prowadzili. Nie potrafiłam się skupić na niczym innym, jak na szukaniu odpowiedzi na nurtujące mnie pytanie: „Co zamierzają ze mną zrobić?”.
„Typek” po mojej prawej stronie musiał zauważyć gęsią skórkę na moich rękach:
-Nie bój się, maleńka! Grzecznych dziewczynek nie mamy w zwyczaju krzywdzić, więc po prostu bądź posłuszna, a do domu spóźnisz się najwyżej o kilka minut!
Nim zdążyłam coś wydukać skręciliśmy w lewo. Natychmiast dobiegł mnie dźwięk otwieranych drzwi.
Zanim się zorientowałam już siedziałam przywiązana do wysokiego krzesła. Nie można było zarzucić im braku umiejętności wiązania, bo sznur był tak idealnie dopasowany do moich nadgarstków, że nawet nie miałam co marzyć o ucieczce. Krzesło było również za ciężkie, by je podnieść. Musieli to wszystko zaplanować.
Siedziałam tak w ciszy chyba z 10 minut, może więcej. Mój spokój przerwał dźwięk kroków z tyłu. Ze strachu przestałam oddychać. Niedługo jednak musiałam czekać, by przed swoją twarzą ujrzeć nagie przyrodzenia moich tajemniczych „przyjaciół”.
Z około minutowym opóźnieniem jeden zaczął swym penisem naciskać na moje usta. Nie miałam najmniejszego zamiaru ich rozchylać. Drugi najwyraźniej spodziewał się takiego przebiegu akcji, więc szykował już rękę, by mnie uderzyć. Odruchowo rozluźniłam wargi i zaraz potem tego pożałowałam, bo znajdował się już w nich jeden z kutasów. Na jego twarzy pojawił się błogi wyraz przyjemności, z większą siłą zaczynał go we mnie poruszać. Drugi zaś odwiązał moją jedną rękę i zacisnął mi ją na swoim olbrzymie.
Gdy wyjął go z mojego wnętrza miałam nadzieję, że dadzą mi spokój, ale on miał najwyraźniej inne plany. Uniósł swoje długie prącie do góry wskazując mi na swoje jądra. Wiedziałam, o co chodzi, ale za nic w świecie nie chciałam tego robić. Dostałam w policzek. Po tej fali bólu nie potrafiłam być nieposłuszna. Powoli zaczęłam je lizać. Zaczynałam na mosznach, a kończyłam na samym żołędziu.
Jeśli mój „pan” (bo tak kazał na siebie mówić) miał na swej twarzy wejrzenie niezadowolonego, bojąc się uderzenia, brałam całego do buzi kręcąc językiem kółka wokół żołędzia.
Kiedy poczułam lepki płyn spływający po moim podbródku przyszedł czas na zmianę. Podszedł do mnie następny mężczyzna i ulokował go w mojej buzi. Od razu poczułam, że jest o wiele większy od poprzedniego. Ledwo się we mnie mieścił, zaczynałam się krztusić, ale on nic sobie z tego nie robił. Miałam wrażenie, że porusza się we mnie z prędkością światła. Za każdym razem, kiedy próbował włożyć go całego, czułam nieopisany ból. Skończyło się tak samo – rzeką lepkiej mazi.
Przez ten czas, bierny mężczyzna, zaczął rozwiązywać moje więzy. Od razu zrobiło mi się lepiej. Uniósł moje wyciągnięte ręce ku górze i mocno chwycił za nadgarstki – widać przedwcześnie się cieszyłam. Jednym pociągnięciem uniósł mnie do góry. Drugi zaś szybkim ruchem zdjął ze mnie sukienkę.
Dopiero teraz zauważyłam, że stoi przede mną czarna, skórzana kanapa. To właśnie tam mnie zanieśli. Byłam bliska obłędu z bólu, bo dobrze zbudowanemu mężczyźnie nie przyszło do głowy, by rozluźnić uścisk na moich rękach.
Gdy tak wiłam się na tej kanapie, trochę szczuplejszy gość zajął się moją bielizną. Z rozpaczą podziwiałam ją teraz na podłodze. Moje rozmyślania przerwał niewyobrażalny ból, a zaraz potem mój krzyk. Wymalowana ręka znów znalazła się na moich ustach. Po krótkim zastanowieniu zrozumiał chyba, że uderzył w moją błonę, bo się lekko cofnął.
Niespodziewanie i bez żadnych zbędnych słów zamienili swoje pozycje. Zaczęłam się bać jeszcze bardziej (bo kto by się nie bał klonu Pudziana?!).
Wykonał kilka frekwencyjnych ruchów ręką po swoim przyrodzeniu i zaczął zbliżać go do mojego krocza. Nie chciałam na to patrzeć, ale ze strachu wszystkie części ciała odmawiały mi posłuszeństwa.
-Au! – wrzasnęłam z całych sił.
Czułam, że jest tuż przy mojej błonie. Dokładnie jakby się poruszał w niej niczym zaplątany w rybacką sieć. Każdy ruch powodował moje zaciśnięcie mięśni i łzy. Ruszałam biodrami na wszystkie możliwe strony.
Nie miałam szczęścia – nie było w nim litości. Miał chyba tego dosyć, co wnioskowałam po jego grymasie twarzy. Zatrzymał się na chwilę, ale „na chwilę”. Jednym ruchem wbił go we mnie całego, jego podbrzusze i moje krocze teraz dosłownie się stykały.
-Błagam, wolniej! – nie wiedziałam, po co o to proszę.
-Bądź grzeczną dziewczynką! – to wszystko, co usłyszałam w odpowiedzi.
Czułam, jak mnie całą wypełnia, rozpycha wszystkie ścianki – niezwykle nachalnie.
Nabrał tak szybkiego tempa, że ból zaczął łączyć się z delikatną przyjemnością. Ale jak zwykle zbyt wcześnie się cieszyłam.
Unieśli mnie, by mężczyzna do tej pory służący jako moje pęta miał sposobność położyć się pode mną. Choć tego nie wiedziałam, to doskonale czułam, jak naprowadza swojego penisa na moją pupę. Odruchowo uniosłam ją ku górze, ale jednym ruchem sprowadził je z powrotem.
Gdy tylko główka poczęła się we mnie zanurzać zaczęłam odruchowo krzyczeć. Tak bardzo chciałam tego uniknąć, ale dobrze wiedziałam, że mi się nie uda. Stale próbowałam unosić biodra ku górze, ale gość się nie zniechęcał.
Nie zniechęcał się, ale wściekał. Gdy znów, jak głupia, przepełniona nadzieją, unosiłam się cała, by tylko od niego uciec, jednym ruchem mnie na niego nadział. Zawyłam. Bolało. Zaczął boleć mnie brzuch, czułam, że mam w sobie za dużo.
Napastników moje krzyki tylko podnieciły. Poczęli poruszać się we mnie na zmianę, zaskakująco szybko przyśpieszając tempo. Próbowałam unosić się na rękach jak tylko mogłam. Z tej bezradności zaczęły lecieć mi łzy. Kiedy szczypali moje sutki myślałam o tym, jak bardzo nienawidzę Kuby.
Wyszli ze mnie. Gdy zobaczył na swoim fiucie moją krew nachylił się nade mną i szepnął do ucha:
-No widzisz, jaka z ciebie dzielna dziewczynka…
Nałożyli spodnie i wyszli, jak gdyby nigdy nic. Jeden spojrzał jeszcze na mnie przy drzwiach, jakby chciał mi powiedzieć, że to jeszcze nie koniec. Faktycznie. Po kilku minutach wszedł Kuba z zegarkiem:
-Jest dopiero za dwadzieścia dziesiąta, mamy jeszcze czas.

Sorry, comments are closed for this item.