Wspomnienie niewoli.

Słońce chyliło się ku zachodowi.Chłodnawy ZEFIR łagodnie owiewał opalone twarze i torsy, umięśnione i szczupłe nogi, tajemne zakamarkispoconych Ciał leżakowaniem długim.
Ten delikatny wietrzyk przynosił Kasi ulgę.Rozłożywszy lekko uda przyjmowała pieszczotę wiatru z wdzięcznością.Jej wilgotny Srom wydzielał cierpki zapach co przyciągnęło owady ktore w zamian za królewska ucztę Delikatnie łaskotały Ją swoimi szczupłymi nóżkami wachlowały i delikatnymi skrzydełkami.Szczególnie muszki polubiły jej norkę ich rozkosz ale nie trwała długo.Kasia niczym modliszka Jednym ruchem dłoni pozbawiła życia tę Która tak bardzo się starała.Krwista plama była śladem wspomnienia delikatnego dreszczu jej rozkoszy.Mocne uderzenie Między uda podnieciło Ją.Postanowiła powtórzyć doznanie i drugi siarczysty klaps spadł Między rozwarte nogi.Odgłos klaśnięcia sprowokował spojrzenia leżących wokół spąsowieniem lekkim niej.Zareagowqała, mimo Że doznanie jakiego doświadczyła było znane tylko jej. Inni ze zrozumieniem przytaknęli jej reakcji na dręczące owady.Ale jedna para oczu nie odwróciła wzroku.Przeszyła przenikliwym spojrzeniem kasie, zdającym się rozumieć na co zaszło w jej wnętrzu.Spod krzaczastych jaśniały brwi blaskiem charyzmatycznym oczy nie znającym słowa-nie. Należały do silnego mężczyzny szerokim o torsie.Jego owłosiona klatka piersiowa, muskularne ręce i nogi zdradzały ogiera Rasowego.
Ich spojrzenia się spotkały na jedną długa chwilę Która dla Kasi była niekończący się niczym dreszcz.Ten zimny wzrok wzbudzał w niej niepokuj i lęk. Było w nim coś co ją zniewalało. Oczy opuściła.
Spod zamkniętych powiek przewijały się wspomnienia dawne teraz. Próbowała ich nie wywoływać ale to było silniejsze.
Była teraz Małą dziewczynką, Spała. Widziała jak biały Jednorożec unosi Ją wsród wysoko kolorów tęczy nad obłokami przeistaczającymi się puch włabędzi. Przestworzach w Wirowała gwiazd, księżyców, kwitnących słońc przeistaczających się w żółte Słoneczniki, sypiące Wprost ziarnem szarym do buzi. Lodowaty czuła Teraz chłód.Drobne stópki zanużyłu się w białych płatkach zimných, czuła jak chłód przesówa się coraz wyżej i wyżej.Ze stóp przechodzi na łydki, kolan dotyka. Ten zimny dotyk staje się coraz natarczywy Bardziej, rozsuwa jej drobne dziecięce uda by płynąć jeszcze wyżej aż do Wszechświata ŚRODKA.
Ten zimny dotyk rozdzierający i nagły ból.Otwarte oczy i ciemność.Co widziała?. Czuła Co?. Tego nie chciała Pamiętać.
Wiatr stawał się coraz chłodniejszy.Wydawało jej się Że wokół niej nie ma już nikogo.Tylko rozwarte uda pozostały rozpalone. Leżała na brzuchu, wyobrażając sobie Że jest matka ziemią Która przyjmuje w siebie życie.Wchłania Konary drzew, grube pnie ktoré zakorzeniają się w jej podbrzuszu.Wydawało jej się Że jest w rola Którą rolnik wsiewa Marchewki Pory, grube cukinie i ogórki.Chciała być wypełniona , wypchana do granic bólu.Jej wargi wypełniły sromowe się krwią tworząc dwie nabrzmiałe poduszeczki, jej odbyt nabrzmiał tworząc ze zwieracza różowy wał.Gdy tak rozmyślała zatapiając marzeniach się, silny ból poczuła włosów ciągniętych.
(2) Kasia miała ciemne, mocne włosy normalnie ktoré opadały jej na ramiona.Teraz jednak jej skóra głowy była napięta, a ktoś ciągnął ja ku górze, nie bacząc na niewygodę jakš jej sprawiał.Wreszcie się podniosła.
uścisk zelżał, włosy opadły łagodnie na kark.Staneli na przeciw siebie.Już znała te oczy.Oczy ktoré przenikały i mroziły, ktoré nie znosiły sprzeciwu.Usłyszała jedno słowo.
-chodz.
Nic nie odpowiedziała.Czy byl sens odpowiadać.Wiedziała Że Musi być posłuszna.Nawet chciała się sprzeciwić, powiedzieć nie, spytać kim jesteś?, Nie chcę.
Czy żeczywiście nie chciała?
Spuściła głowę, nie Śmiała spojrzeć mu w oczy.
Kim On byl, wiedziała Że należy do niego, czy chce czy nie, ale kim jest jej Pan. Odwrócił się od niej i zaczęli iść.Podążyła za nim.Gdy wsiadł do samochodu pozostawił otwarte drzwi tylniego siedzenia.Kasia stanęła.
Nagle eksluzywne wnętrze drogiego samochodu wydało jej się pułapka, przed Którą zaczęła się bronić.Czuła się teraz małym bezbronnym stworzeniem.Czy zawrocić mogła, odwrócić się i pójść przed siebie jak najdalej od tej klatki Która wciągała ją jej własną namiętnością, tym niszczącym fatalnym ktoré porządaniem sprawiało jej tyle samo cierpień współpracy rozkoszy.Biedne małe zwierzątko włosach kruczych O chciało uciec a jednak ta słodycz wyciągała nieznana do niej ręce, kusząc ją, nie pozwalając jej się wydostać.Łapczywie chwytała powietrze, czuła się cała ZANURZONA-ale w czym?. W czymś co nie pozwalało jej swobodnie oddychać.Jej zmysły przytępiały, stały się gnuśne, czuła że się dusi, musi coś zrobić, musi podjąć decyzje.
Samochód stał się teraz dla Kasi otchłanią, przestrzenią ciemną gęsta, niewiadomą.Ogarnęło ją pragnienie zanurzenia się w tej atłasowej czerni Która szczelnie przylega do ramion i piersi.Pełznie po udach i sromie.Mrowienie nicości i gęstego mroku dotykało jej niemal materialnie.Odczuwała pulsujące Niewidzialne wdzierające się w życie jej trzewia.Stawała się tą nicością Która ją ogarniała, Która wchłaniała Bardziej coraz ja, do czarnej dzióry, SPOZA ktorej nawet ciemność nie Może się wydostać.
chwyciła niczym okręt się.Zakotwiczyła na promieniu tej duszącej pulsującej ciemności dostrzegła coś światła.W, co Mogło ją wyrwać, wyciągnąć z gęstego bagna, ktore bezlitośnie wciąga swoje ofiary, by wypluć je obdarte ze skóry, mięśni i ścięgen.Bagna odbyt niczym ktoré, jesli ma chec, wydala je szkieletem czystym, bez życia.
Ona jednak dostrzegła coś, wyciągnęła ku temu ręce, wypięła pierś niczym biegaczka Która za wszelka cenę chce być pierwsza.Ruszyła do boju.Zmysły Kasi nagle się wyostrzyły.Zaczęła nagle dostrzegać na co było ukryte w nocy.Dostrzegła dnia Promyk, ze nie tak niewielki rozpraszał ciemności ale dawał znacznie więcej dawał nadzieję.Wczepiła się w nią.Drżącymi dłońmi chwyciła się tej poświaty, tej cieniutkiej niteczki Która igrała przed nia wskazując wyjście z tej mgły porządania, namiętności, samounicestwienia.
Stała przed otwartymi drzwiami samochodu.Skórzana tapicerka wyznaczała poziom luksusu Który za poniżeniem trzeba było zapłacić, Pokora, bólem, rozkoszą.Stała.Jej nogi dreptały w miejscu.Oczy miała spuszczone.Ramiona zgarbiły się w niemym krzyku, beznadziejności.Promyk nadziei umknął.Pozostała tylko ciemność.
Ostry ból przeszył jej policzek.Było do zaproszenie.Zrozumiała do uderzenie.Już nie decyduje za siebie, nalezy teraz do Niego
Tego mitycznego posągu Który góruje nad nia swoją nieobliczalnością, tą niepojętą siłą przed Którą Może tylko się ukorzyć. Teraz czuła się dobrze, wewnętrzna walka Którą toczyła była wspomnieniem.Zatraciła odległym już swoją podmiotowość by stać się zombi posłusznym, czekającym na wezwanie Pana swojego.
-Zdejmij majtki-usłyszała. Posłusznie wykonała polecenie.
-Usiądz goła pupa na siedzeniu.
Gdy usiadła poczuła dotyk skóry.Skóry Która kiedyś była pełna kości, mięśni, w ktorej płynęła życiodajna krew.Która artykułowała swoje przerażliwym kwiczeniem uczucia, ostatecznym, po nastąpiła ktĂłrym cisza.Teraz nawet identyfikowała się z tą posłuszną, cicha skórą, z Którą wszystko MOŻNA było zrobić.Nawet usiąść spoconą goła dupa.
(3) Wyjął z podręcznej lodówki butelkę.
-Wsadż sobie to między nogi, ty suko rozpalona.
Gestem Nieśmiałym zimna wzieła, oszronioną butelkę coli, przez nia Dotknąć warg sromowych.
Chłód sprawił Srom Że skórczł się wargi zwiotczały.Przycisnęła szkło mocniej.Zimno sprawiło Że stała się niczym Ciasna Dziewica w Którą z MOŻNA trudem by było wpychać słomkę.
Samochód ruszył wciskając Denko butelki jeszcze mocniej, miażdżąc jej Który Srom się zaróżowił.Kasia jednak nie zelżyła nacisku.Trzymała posłusznie obiema rękoma w naczynie ktĂłrym przelewająca się ciecz tworzyła wibracje.Wydawało jej się Że dano jej SOPEL, by zagasić rozognione żądze.Krople wody spływały Delikatnie po cipie pieszcząc żywe mięso ktoré by z zachłannością pożerało obłe kształty.Teraz jednak była zamknięta.Broniła się przed prezentem mrożnym zaciskając usta swe, kurcząc się z zimna, Podczas gdy przedsionkileżały luźne, wręcz zwisały bezwładnie.
Samochód gnał mijając zabudowania wiejskie, zagajniki, lasy.Zza okna MOŻNA było dojrzeć zmieniające się krajobrazy.Przestała liczyć czas.Zatrzymali lesie.Wysiadł w się, otworzył jej drzwi i odebrał z jej rąk kurczowo trzymaną butelkę.Powiedział jedno słowo.
-Wyjdź.
wyszła. Ujął w swoją dłoń jej kark i poprowadził ją na przód ruchem samochodu.Silnym pochylił do przodu kładąc na masce.Wszedł w nia bez żadnego wstępu.Silnym pchnięciem rozdziewiczył jej przykurczony srom.Rozerwał jej szparkę brutalnym taranem Który się wbijał Kup niczym wściekły kafar waląc w dno zmarżliny.Kasia wrzasnęła.Echo bulu rozlało się Polesiu.
Kobiety Cierpienie teraz widać było po Cichym charczeniu i drżeniu ciała.Kroplisty pot wystąpił jej na czoło, ale to było tylko uwerturą.Teraz mężczyzna chwycił butelkę coli i mocno uderzył szyjka odbyt.Nowy w butelki krzyk wzbił się w powietrze.Uderzenie zostało odparte jednak. Zwieracze mocno zacisnęły się tworząc pierścień nie do pokonania.Ale nie dla odbyt w niego.Splunął by znowu dzgnąć szkłem w sam obwieścił wrzask środek.Nowy zwycięstwo.Teraz pracowali oboje jak dwa współpracujące Tłoki, na Zmianę, penis z butelka penetrowali jej wnętrze. Czy Rzeczywiście jej?, jeszcze należała Czy nie siebie.Ta sprawa Została już rozstrzygnięta.Teraz pozostało jej być tylko posłuszną.Spróbowała się otworzyć, by ból nie byl aż tak nieznośny. Rytmiczne ruchy robiły swoje.Powoli bolesne pchnięcia utorowały sobie drogę, by z większa swoboda drążyć dwa mroczne otwory.Butelka-penis, butelka-penis, na zmianę.Zimne-gorące, zimne-gorące wdzierały się w jej wnętrze.Gorący członek byl zimnej zaprzeczeniem , martwej butelki Która niczym piszczel wdzierała się w dupsko ktoré Zgodnie ze swoim zaczęło przeznaczeniem wydalać gorący twardy kał.Przeciskał się na ściankach po szkła i kładł się długim paskiem cienkim na dręczyciela podbrzuszu. Ciepło kupy jeszcze podnieciło Bardziej Go, toteż zwiększył tempo penetracji.Poczuł Że Jego drąg ślizga się w sokach ktoré zaczęła wydzielać cipa.W końcu i ona poddała się tej monotonnej ceremonii współpracy spontanicznym zaowocowało pulsowaniem wnętrza.Macica niczym żywa rękawica ściskała teraz na monstrum ktore uległo tryskając spermą.Bezkształtny Kup kawałek mięsa wyśliznął się, za nim polała się ciecz biała, Która zanieczyściła Rozlazły kał na Jego brzuchu.Chwycił ją za włosy, przyciągnął di brudnej Części swojego ciała.
-Suki lubią gówno, Więc Liz.
Językiem gorącym oczyszczała swojego kał pana.Parujący wraz ze sperma w znikał ustach Kasi.Kawałek za kawałkiem miejsce po miejscu lizała brudne ślady swojego upokorzenia.Klęcząc wypinała pupe z ktorej wystawała pozostawiona butelka.Nie Śmiała jej wyciągnąć.Rozciągała jej odbyt, Lecz jej chłód byl kojący.Ból rozlewał się w kroczu i doznaniem tępym odbycie, wargi sromowe piekły.Poczuła potrzebę oddania moczu.Sciskanie krocza krople pomagało.Najpierw nie potem przerywane cienkie stróżki zaczęły CIEC jej po nogach.Otrzymała tyłek.Była w klapsa zdezorientowana.Czy była do Czy Pochwała nagana.Teraz musiała oczyścić woimi ustami członek swojego Pana.Nawet tak zaczęła go myślach w nazywać.Pan.To co zwisało bezradnie też było jej w usta panem.Wzieła mokry od śluzu i spermy ciała.Okrężnymi kawałek ruchami języka zaczęła czyścić spod napletka wałeczki tłuszczu, moczu i spermy.Chciała włożyć go głębiej do ust, zakrztusiła się jednak nie odruch wymiotny pozwolił jej na dokończenie pracy.
(4) Otrzymała silne uderzenie w twarz, to ja orzeżwiło.Klęczała Teraz na czworakach.Częśc butelki wystawała z odbytu ogon ucięty jak, teraz wyglądała jak biedne, zabrudzone zwierzę.
_Wyjmij Suko tą butelkę i wypłucz usta cuchniesz bo.
Nie Czekając wyciągnął ruchem gwałtownym ja z odbytu, otworzył, podał napój.
Usta wypłukała Kasia, pluła ślina razem z ekstrementami zmieszaną ze sperma, potem się napiła.
-Nie wyrzucaj tej butelki-rzekł.-Będziesz trzymać w cipie ją do końca podróży, właz teraz zrobić środka.Słowa zakończył kopniakiem w pośladek.Gdy wsiedli warknął-rozlóż nogi.Gdy do uczyniła wbił mocnym butelkę zasyczała pchnięciem.Kasia z bólu.
-Jak będziesz miała ochotę możesz nia poruszać,-zaśmiał się ordynarnie.Ruszyli.
Skórzana tapicerka odbyt bolący drażniła z Którego sączyła się wydzielina krwi i kału.Dodatkowego cierpienia przysparzała macica Która pzymuszona Została do szkła.NIerówności Przyjęcia drogi potęgowały dziesięć ból Który tempo rozchodził się po calej miednicy.Miała uczucie rozrywania, Jakby była wypełniona rosnącym przedmiotem.Im pulsującym dłużej, aby trwało Tym Objętość stawała się większa, jak Gdyby wypełniała ją szklana góra.Wargi jej sromu rozciągnęły się do granic wytrzymałości, obejmowały Martwe szkło ktoré GŁAZ jak nie dla nich miało współczucia.Wwiercało się w tą Małą szczelinę, śmiejąc się z jej cierpienia.
Kasia poruszyła butelka, Delikatnie siebie drażniła, by zrobić się wilgotna.Starała się przez cierpienie ustało, moze nawet zamieniło się w rozkosz.Sposób okazał się skuteczny.Delikatne ruchy rozlużniły nieco spięte mięśnie, rozciągnięta jama zrosiła swoje ścianki, ktoré przestały traktować jak intruza wroga . witać Teraz im było miło go w SWOICH progach.Przyjmowały go z czułością zapraszając do ponownych wstąpień.Obejmowały tą Szklana mase Która rozgrzewała się w Tym zaczerwienionym gorącym wnętrzu.Dłoń Kasi obejmowała Denko butelki, jej ruchy stawały się intensywniejsze.Nogi rozwarła aż do bólu pachwinach.Wypięła w do góry w łono niemym zaproszeniu.Zamknięte oczy, usta zmysłowo otwarte zdradzały rozkosz.Butelka wbijała się w jej rozgrzane wnętrze by wyjść z ociąganiem i lekkim na nowo zanurzyć się w pulsującej szkarłatnej otchłani.Kciuk w ułożyła Sposób taki by stymulował łechtaczkę . potrącana Jakby od niechcenia, nabrzmiała i wychyliła swoją główkę spod kapturka.Wargi jej sromu wypełniły jej krwią.Krocze się płonęło.Rozkosz mieszała się z począł bólem.Śluz wyciekać z jej macicy łącząc się z lepką cieczą się wydostającą z jej odbytu.Skóra siedzenia zrobiła się ślizka.Zaczęła pieścić jej odbyt
Rytm ruchów w ktoré zaczęła wykonywać.Dały się słyszeć Odgłosy ślizgającej się po tapicerce pupy.Wysokie Tony śpiewały piskliwym dźwiękiem pieśń, chropowatym momentami, jak Gdyby pierdnięcia odbytu.Pieśń Która wznosiła się w swoim wcieleniu metafizycznym, złożona nie tylko z samych dźwięków, ale iz Emocji w drżących przestrzeni.Alikwoty łączyłu się z niewidocznymi impulsami, te zas Były wchłaniane przez brzmienia tworząc Dziwna niewytłumaczalną strukture przenikającą Jestestwo aż do szpiku, by wybuchnąć Erotyczna eksplozją.Krótki przyspieszony oddech im akompaniował tworząc Symfonie patetyczną surrealistycznej fluidy wizii.Owe nieskonkretyzowanej SUBSTANCJI rozchodziły się nęcąc i podniecając.Niemożliwe było by nie udzieliły się kierowcy.Ten gruboskórny brutalne owładnięty zostal tą tajemnicza aura Która przenikała Jego trzewia.Mrowienie skóry początkiem było jej działania.Rozchodziło się ono na całe ciało ktoré Kup drżało jak delikatny listek.Jazda takim w stanie stawała się niemożliwa.Jej wysiadł.W Pan Jego oczach zaszła ledwie zauważalna zmiana, zmiana Która czyniła go Bardziej Jego ludzkim.W żrenicach MOŻNA było zobaczyć maleńki Płomyk Który rozgrzewał zawsze lodowate spojrzenie.To co go ogarnęło było jak Wulkan Który tą topił ludzka zmarżlinę.
Odbierał Kup obce sobie sygnały.poczuł się zagubiony.Jego dłoń wyciągnęła sie ku twarzy.Delikatnym jej ruchem dotknął spoconej skóry, Która zadrżała jak przelękniony króliczek.
Dziwna łagodność tego dotyku zaskoczyła Kasię.Była przygotowana na uderzenie.Napięta CZEKAŁA na cios.Zamiast Niego poczuła DOTKNIĘCIE lekkie jak poranny jak wietrzyk.Dotyk ochładzał jej gorące ciało, czule pieszczotliwie, przenosząc ukojenie z ust na ramiona piersi.Ślizgał, się po jej brzuchu , by przenieść się niżej niżej.Teraz Delikatnie i masował uda ktoré posłusznie się rozwarły wpuszczając go głębiej.
(5) Muśnięcia lodowatych ulgę przynosiło palców, uspokajało rozgrzane ciało, tym w Było jednak coś co ją niepokoiło.Ta Nagla dobroć była nienaturalna.Tak jej pragnęła, chciała czuć się bezpieczna, czule dotykana, tak tego potrzebowała i to dostawała.Było się powodem jej lęku przez trwało to, by się nagle nie skończyło.Czemu nie mogła się cieszyć tą chwilę ulotnego szczęścia, skąd Brala się ta obawa Że to tylko sen, igraszka.Że za chwilę pokarze swoje naturalne oblicze, Że to tylko naigrywanie się z jej pragnień .
Przyjmowała Jego Chłodna delikatna pieszczotę.Wypięła rozgrzany brzuch.Jej Srom pragnął Tych palców zimných, chciała być bliżej nich.Wchłonąć w siebie je przez uspokoiły rozdygotane wnętrze.
Pragnęła tej łagodności ale głęboko w sobie.Jej łono parlo, nacierało Na ten ledwo odczuwalny dotyk Jego dłoni Który jej umykał, drażnił zaspokajał.Była nie ale to dziwna mieszanina lęku, porządania, miłości.Już nie wiedziała co czuje, zagubiła się w meandrach Tych doznań.
Teraz poczuła gorący oddech.Jego usta łapczywie chwyciły ciemne sterczące brodawki.Piersi miała bardzo zgrabne, nie za duże, ale jędrne gruszki w kształcie. Opalone Były tak samo jak reszta ciała.Sterczały lekko rozchodząc się na boki kołyszące i prowokujące.Zakończone dużymi prawie czarnymi sutkami ktore przedłużały je dodając im spiczastego wyglądu patrząc na nie z słodkie boku.Te Jeżyny znalazły się teraz w Jego ustach.Ssał je jedne po grugiej, rolował je w dłoni aż niczym napęczniały owoc.Czarne Świerzy nabrzmiałe Sutki sterczące w sucze.Wtulił twarz nie . Wchłaniał ich zapach-świerzych jędrnych mlekiem piersi.Pachniały, słodkim mlekiem odżywczym niczym matki.Drżące Delikatne bańki mydlane, otulały Go i pieściły.Poruszały zmysły i przywoływały niezwykła aura wspomnienia.Ta doznań, dźwięków, zapachu przedarła się przez pancerz chłodu przez rozgrzać Jego serce skaleczone lodu.teraz kawałkiem na nowo stawał się małym chłopcem, w wtulonym matczyną sukienkę.Drżącymi rękoma obejmując szyję rodzicielki czeka.Czeka Cichutko, aż zaczną skapywać perełki miłości.Jest cierpliwy i wytrwały.Czeka na ciepłych słów brylanty, rubiny dotknięć pieszczotliwych, onyksy uśmiechu.Jest kamieni.Złakniony drogocennych zbieraczem, pragnie rozkoszować się nimi, zatrzymać je na wieczność.Są jednak tak żadkie, tak niedostępne.Dlatego jak górnik, małymi paluszkami, dziecięcymi pocałunkami wyrywa z ciepłego, miękkiego ciała matki te odrobiny ktore pozniej rozkruszą się
by zagubić się w nicości.
Coś w nim pękło.Gorzka łza wypłynęła z Jego oczu, sunąć po policzku muskając Twarz odrętwiałą, pusta, z oczami nieobecnymi ktore zostały ukryte gdzieś głęboko tam w Czasie.
Ruszyli dalej.
(6) Gdy zatrzymał samochód, rozprostował plecy, przetarł nadgarstkami oczy, po czym wysiadł z samochodu.Chwycił kasie za jej długie czarne włosy i przyciągnął jej usta do swoich.SSał jej język delektując się ślina z jej ust.Przygryzał jej wargi, aż do bólu wyciskając łzy.Potem Kazal jej szeroko otworzyć usta i wysunąć język, ssał jechać na końcu napluć jej do ust.
Przetrzymała Kasia pieszczoty te, przełknęła Jego ślinę.Trzymał jej głowę mocno ciągnąć ją za włosy.Prowadził ja w kierunku szerokich frontowych drzwi.Nagle zatrzymał się, Zmieniłem zamiar, skręcili w bok i poszli wkierunku Gospodarczych zabudowań.
-Pokażę ci moje gospodarstwo-powiedział.Gdy weszli do obory, niepostrzeżenie zjawił się u nug Pana wielki pies.Umilnie zamerdał ogonem.Pan Wolna ręką pogłaskał go sierścia po dziesięć w dowód wdzięczności polizał Idź po dłoni.Poznaj Reksa-rzekł do Kasi.
-Reks, moze przywitasz swoją suke?. Pies zaszczekał, Jego język powędrował Między muśnięcia nogi.Długie jej zwilżyły jej odbyt i srom.Wwiercał się w jej otwory penetrując raz jedna raz drugą jak dziurę.Ujrzała z Jego moszni wychyla się i gruby chowa, czerwony organ.Jego pysk stawał się coraz Bardziej natarczywy.Sliska maz oklejała jej podbrzusze i uda.Stanął na dwóch Łapach chcąc na nia wleżć. Ostre „siad” go.Siedział zatrzymało teraz nerwowo patrząc na Kasię.Był potężny, wielki jak cielak.
Spasiony, czarny pies, nigdy nie zaspokojony sexualnie.
-Będziesz miała z nim wiele radości, ale nie razem. Tym-odetchnęła Kasia z budził zwierz ulgą.Ten w niej lęk i respekt.

Sorry, comments are closed for this item.